Translate

wtorek, 23 maja 2017

Hello Warsaw Photoshoot

       Hejka! Nie działo się tutaj ostatnio zbyt dużo, ponieważ byłam na wycieczce w Warszawie bez komputera, z którego zwykle do was piszę. Podczas tych 3 dni w stolicy zdążyłam porobić dla was mnóstwo zdjęć a także iść z przyjaciółką i dziewczynami z klasy na sesje, której efekty zobaczycie poniżej. Było bardzo gorąco więc zdjęcia są w stylizacji można powiedzieć, że już wakacyjnej. Zdjęcia, te z sesji, robiłyśmy głównie w parku Wilanowskim i w Łazienkach Królewskich. Dzisiaj dodam same zdjęcia z tamtej sesji, a pod koniec tygodnia dodam jeszcze post z moimi amatorskimi fotografiami z Warszawy oraz w niedziele lub poniedziałek pojawi się mały haul. Razem, z którymś z tych postów pojawi się konkurs na 30K wyświetleń, bo już bardzo mało brakuje, i czuję że do końca tygodnia uda się dobić! Więc bądźcie czujni, bo konkurs pojawi się już niedługo :)
   Mimo, że tutaj nie działo się zbyt wiele to na moim instagramie trwa nagły spam zdjęciami z Warszawy (alexazarzycka), więc zapraszam na niego! Link na pasku bocznym ->
Na moim snapchacie: rainbow_olkaa także jestem aktywna każdego dnia, a co piątek możecie pooglądać mnie na snapie: seven_bloggers!
   Jeśli chodzi o zdjęcia z sesji, to jestem bardzo zadowolona! Zwłaszcza uwielbiam zdjęcia z pawiem oraz te na wystawie antycznego teatru! Dużą sympatią obdarzyłam także zdjęcia w lekkim cieniu pod dużym oknem, na którym według moich koleżanek wyglądam jak Amanda Seyfried, ale to pozostawiam już do oceny innym haha. I właśnie chyba od tych zdjęć zacznę :)
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Outfit:
Tennis Skirt: Adidas
T-shirt: Nicole Farhi
Shoes: Nike roshe run
Sun glasses: Aliexpress
 
Mam nadzieje, że zdjęcia wam się spodobały! Koniecznie dajcie znać co o nich sądzicie :)
 
pa pa!   



środa, 10 maja 2017

DIY: Pomada do brwi

 
 
 
      Hejka kochani, post miał być nieco wcześniej jednak miałam strasznie zabiegany tydzień i nie miałam czasu na porobienie dobrych zdjęć. Ogółem to ten post miał się pojawić nieco pózniej a zamiast niego miał być książkowy post, ale uznałam, że takiego jeszcze osobiście nie czytałam więc chetnie napiszę go już teraz.
    Tak więc z tym postem zacznę serię DIY, z której post będę wrzucać zawszę gdy wymyślę coś nowego. Tak więc, tematem a racze kosmetykiem, który nauczę was dzisiaj robić będzie: Pomada do brwi! Przepis na nią podawałam wam już na snapie: seven_bloggers na początku kwietnia, na któym nagrywam w każde piątkowe popołudnie więc serdecznie was na niego zapraszam.
Co do serii DIY to w planach mam jak na razie przynajmniej z kosmetycznej części płynne matowe szminki, ale to zrobię za jakiś czas, jak dopracuję przepis :) 
     A więc muszę przyznać, że z tego przepisu na pomade do brwi jestem mega dumna, bo wyszła mi już za 2 razem, do tego zrobiłam ją w dwóch kolorach, więc mogę sobie eksperymentować :)
W przepisie nie podam wam sposobu na określony kolor, bo mimo wszytsko zawsze wyjdzie inny. Proporcji też jako takich nie ma, bo zależy to od ilości produktów, pigmentacji oraz gęstości.
Jednak z kolorem można zawsze eksperymentować.
Składniki:
1. Wazelina- ja używałam dwóch- trochę z jednej, trochę z drugiej. Ta z bielandy jest bardziej można powiedzieć "śliska", natomiast ta pomarańczowa jest gęściejsza. Wzięłam po trochę z każdej, i uzyskałam bardzo fajną konsystencje :)
2. Cienie do brwi, cienie do powiek, woski do brwi, pudry etc.
Ja używałam szczerze mówiąc wszystkiego co miałam pod ręką. Trochę pudru do brwi z golden rose, trochę cieni z make up revolution, trochę cieni i wosku z zestawu do brwi z primarku. Fajnym trikiem do rozjaśnienia koloru jest jasny puder albo jakiś blady cień.
3. Coś płaskiego, u mnie to jest lusterko, na czym będziecie mogli pomieszać swoją pomadę oraz coś czym będziecie mieszać składniki, w moim przypadku jest to pędzelek z aliexpress z zestawu do zdobienia paznokci.
4. Słoiczki lub małe pojemniczki, do których włożycie powstałe pomady, ja swoje zakupiłam za 1$ na aliexpress.
----------------------------------------------------------------------------
A oto i przepis:
1. Na naszą "płaską powierzchnie" wykładamy trochę wazeliny, ważne żeby nie nałożyć jej za dużo. Lepiej dać minimalną ilość i ewentualnie pózniej dołożyć, bo chyba nie chcemy żeby nasza pomada wyszła nam lejąca się.
2. Wykałaczką zeskrobujemy sypkie produkty do brwi i dokładamy je do naszej wazeliny. Tutaj możecie puścić wodze fantazji i eksperymentować do woli. Mieszajcie ciemne mocno napigmentowane odcienie z jasnymi o słabej pigmentazji, albo kilka jasnych cieni lub pudrów do brwi i rzyciemniajcie je brązowym cieniem. Możliwości jest wiele!
3. Składniki mieszajcie aż do całkowitego połączenia. Jest to najdłuższy, najnudniejszy i najbrudniejszy punkt robienia pomady, jednak niestety nie można go w żaden sposób ominąć.
4. Następnie naszym "czymś" do mieszania przekładamy gotową pomadę do słoiczka i voila! Skończone!
 
W pierwszy dzień zaraz po jej zrobieniu może być ona nieco leista i mokra, ale z czasem, w przeciągu kilku dni powinna stwardnieć i zgęstnieć i mieć idealną konsystencje :)
Tutaj pokaże wam zdjęcia moich dwóch gotowych pomadm swatche kolorów oraz jak wyglądają na brwiach, niestety w takim oświetleniu jakie miałam tylko do dyspozycji.
 
 
 
 
 
 
 
 
Oprócz tego tak jak sobie postanowiłam, na 30K wyświetleń będzie konkurs :) więc śledźcie uważnie bloga, bo post z konkursem może pojawić się lada chwila zwłaszcza, ze wybiło już 29,5K wyśwetleń! Nie będzie to konkurs sponsorowany, bo bardzo bym chciała, żeby ten pierwszy konkurs czy rozdanie było zorganizpwane przezemnie i pojawili się w nim moi stali ulubieńcy :)
Na dzisiaj to już wszytko, ale zapraszam was na mojego snapchata, do którego snapkod znajdziecie na pasku bocznym oraz na mojego instagrama, na którym niestety ostatnio także śiweci pustkami, więc muszę się za niego zabrać, ig: alexazarzycka
 
pa pa!        
 


sobota, 29 kwietnia 2017

Rossmann -49% moje zdobycze

         Hejka! Dzisiaj, z racji, że wczoraj skończyły się promocje w rossmanie, przychodzę do was z postem z moimi zdobyczami z wiosennych promocji. Nie jest ich ani za dużo ani za mało, ale dzięki tej promocji mogłam kupić wiele rzeczy których za cała cenę bym pewnie nie kupiła, bo znalazłabym tańsze zamienniki. Według mnie taka akcja -49% dwa razy w roku to super pomysł, bo można kupić najpotrzebniejsze kosmetyki oszczędzając przy tym sporo kasy :) Mam nadzieje, że każdy mimo długich kolejek i wielkiego tłumu do szaf z kosmetykami zdążył kupić chociaż jedną rzecz, na którą polował. Ja w tym roku miałam w większości udane zakupy, nie kupiłam tylko kilku rzeczy, które rozeszły się w mgnieniu oka i już nie przyjechały w dostawie, ale jestem zadowolona. Ja jak na razie jestem zadowolona z wszystkich rzeczy, które kupiłam. Niektóre z nich to moi stali ulubieńcy, a cześć kupilam pierwszy raz. Dużo dało mi także dodatkowe -55% przy zakupie przynajmniej 3 kosmetyków, z którego można było skorzystać przy posiadaniu aplikacji rossmann na telefon.
       Niestety nie znalazłam prawie niczego do brwi wartego uwagi, więc sama stworzyłam sobie pomadę do brwi :) W przyszłym tygodniu postaram się dodać post DIY właśnie z przepisem na pomadę do brwi! Pokazywałam ten przepis 2 tygodnie temu także na snapie seven_bloggers, na którym nagrywam co piątek więc serdecznie was zapraszam!
        A teraz już nie przedłużając pokaże wam moje perełki z tegorocznych przecen!
Pierwsza rzecz to coś na co poluje już od roku czy dwóch, czyli podkład z maybelline- fit me matte +poreless. Marzył mi się ten w kolorze 100 porcelaine, ale to był najjaśniejszy jaki znalazłam więc kupiłam 105. Na szczęście jest w miarę jasny, wiem że 100 byłoby lepsze, ale ten nie odznacza się aż tak bardzo kolorem od mojej skóry, a o to się najbardziej bałam. Pięknie matuje i utrzymuje mi się przez cały dzień gdy jestem w szkole, jedynie jak wrócę to trzeba delikatnie poprawić makijaż. Jedyny minus jaki na razie widzę to średnie krycie, ale da się przeżyć :)
Kolejnym moim zakupem była szminka z Bourjois Rouge edition velvet matowa w kolorze 10 don't pink of it. W rzeczywistości jest trochę jaśniejsza niż na zdjęciu. Ma bardzo ładną konsystencje, cudownie pachnie i długo trzyma się na ustach. I co najważniejsze rzeczywiście jest matowa! Ta szminka to właśnie jedna z rzeczy, której bym w życiu nie kupiła za całą cenę, bo uznałabym, że szkoda mi kasy na szminkę z rossmanna za 50 zł. I moim zdaniem nawet biorąc pod uwagę to jaka ta szminka jest cudowna, to mimo wszystko według mnie cena jest mocno zawyżona, bo płynne szminki matowe z Golden rose są równie dobre a kosztują około 10 zł
Kolejna rzecz, klasyk, mój stały ulubieniec czyli matowy puder z rimmela oczywiście transparentny. Dużo już o nim tutaj kiedyś pisałam, więc tutaj nie będę się rozpisywać. Powiem tyle, że jak dla mnie całkiem dobrze utrwala makijaż, matowi skórę oraz utrzymuje się cały dzień, nawet podczas treningu!
Kolejny mój stały ulubieniec czyli Lash sensational z Maybelline! Jest to już mój drugi tusz, i niesamowicie podkręca on rzęsy i je układa. Nie trzeba używać przy tym tuszu zalotki, dzięki czemu oszczędzamy trochę czasu oraz nasze rzęsy :) Absolutnie warte swojej normalnej ceny!
Fixer do brwi z wibo - znalazłam go przypadkiem w szufladzie z wibo. Czemu akurat w szufladzie? U mnie w Rossmannie panie nie miały czasu, żeby zająć się każdym więc po prostu polecały samemy poszukać w szufladzie. I ja szukając szminek natknęłam się na takie cudeńko za 10zł. Fajnie układa brwi i utrzymuje ich kształt. Nic dodać nic ująć.
Błyszczyk w bourjois 3D effect czyli kolejny produkt tej firmy do ust, który kupiłam w tym roku na promocjach. Świetnie wygląda zarówno sam na ustach jak i nałożony na szminkę. Daje super efekt na ustach, jakby się nałożyło jakiś żel albo coś. Do tego pięknie pachnie i równie świetnie smakuje :)
Zestaw lipfinity z maxfactora - szminka i utrwalacz. Szczerze mówiąc za tą cene spodziewałam się czegoś super. Utrwalacz śmierdzi, a szminka jest tak mała jak te miniaturki od kylie. Jedyny plus to piękny kolor i to, że jest mega trwała. Ale za 60 zł bez promocji oczekiwałabym chociażby większej szminki.
Kolejny z moich stałych ulubieńców. Za bardzo małe pieniądze, maskara z miss sporty, cudownie rozdziela rzęsy( to główny powód dlaczego ją kupuje) wystarcza na baaardzo długo, do tego ma super szczoteczkę.
Nasłuchałam się wielu dobrych opinii o konturówkach z lovely, więc postanowiłam sobie jedną zakupić :) Jest to konturówka z numerem 1. Ma cudowny kolor, bardzo podobny do naturalnego koloru moich ust dzięki czemu mogę czasami tylko wyrównać lekką asymetrię moich ust bez potrzeby nakładania na nie jeszcze warstwy szminki :)
Kolejna konturówka tym razem z miss sporty. Jest ona automatyczna dzięki czemu nie mamy problemu z temperowaniem jej. Jest to numerek 010 toffe, ja już kiedyś ją miałam, ale używałam jej niemal prawie cały czas i już mi się skończyła. Jest ona w cudownym kolorze jasnego nude. I bardzo fajnie wygląda zarówno na samym konturze ust jak i wtedy gdy całe usta nią zamalujemy!
Wykręcana maskara z bourjois to coś na co czaiłam się od dłuższego czasu. Bardzo spodobało mi się to, że tusz ma wykręcaną rączkę dzięki czemu jedno ustawienie wydłuża nam rzęsy, a drugie je pogrubia. Rzęsy mają cudowny czarny kolor, są mega długie i mega grube. Myślałam także o tej białej maskarze z tej firmy jednak bez wykręcanej rączki, ale po poczytaniu super opinii na temat tej zdecydowałam się na nią.
Cudowny błyszczyk z brązowo złotymi drobinkami z Eveline to coś co kupiłam na totalnym spontanie. Zobaczyłam to w koszyku mojej koleżanki, którą spotkałam tego dnia na promocjach i od razu się zakochałam. Trzyma się na ustach cały dzień, pięknie błyszczy, ale jest delikatny i nie koloryzuje mocno ust przez co możemy śmiało go nałożyć idąc do szkoły i nie narazić się nauczycielom :)
Kolejny ze stałych ulubieńców, czyli krem cc z bourjois. Ma cudowny jasny kolor, jest bardzo lekki, od zawsze świetnie mi się sprawdza, więc zakupiłam kolejną tubkę :) Starcza mi na około 3-4 miesiące, a jak używam go na przemian z innymi podkładami to nawet na dłużej :)
Jest to jeden z nielicznych podkładów, który moim zdaniem jest absolutnie warty swojej ceny :)

 
 
A oto moja ulubiona zdobycz, o którą było warto bić się z tymi przepychającymi paniami we wszystkich rossmanach u mnie w mieście. Jest to cudowna paletka rozświetlaczy z wibo. Ma całkiem okej pigmentacje, szczerze mówiąc spodziewałam się gorszej, ale jest całkiem dobrze. Ma super kolorki, za równo takie na co dzień jak i te bardziej szalone np. fioletowy czy zielony. Mimo, że sprawdza mi się na razie świetnie dalej uważam to za trochę marną inspiracje moonchild z ABH. Chociaż jak na swoją cene to spisuje się całkiem nieźle, i na pewno będę często jej używać!


I to już wszyscy moi ulubieńcy. Mam nadzieje, że o żadnym nie zapomniałam. Niedługo na blogu wybije 30K wyświetleń, więc z tej okazji mam zamiar zorganizować rozdanie z moimi ulubieńcami(różnymi) więc śledźcie mnie tutaj na snapie oraz instagramie żeby być na bieżąco :)